Jasność widzę, jasność…

Czyli jak odmienić swój trudny los…

Dziś mamy listopad, a moje myśli nieustannie sięgają do początku roku, bo nie mogę uwierzyć, że było to tak niedawno. Bo nadziwić się nie mogę, ile rzeczy udało mi się zrobić w tym czasie, a przecież było tak trudno.

Ale zacznijmy od początku.

Odkąd zostałam mamą trójki dzieci (obecnie mają 1, 3 i 6 lat), zmieniło się wiele w moim sposobie myślenia. Rozwiązania finansowe, organizacyjne, które były wystarczające przy dwójce dzieci, wydawały się być nieoptymalne w  nowej sytuacji. Ot chociażby, jak jest dwoje dzieci i dwóch rodziców, to na spacerze, wycieczce, w wolnym czasie łatwo jest się podzielić opieką – każdy ma baczenie na jedno. Ewentualnie jeden rodzic może spokojnie ogarnąć dwójkę – drugi odpoczywa, a potem zmiana. Ale jak to podzielić przy trójce ciągle małych dzieci… No tu już jest więcej zmiennych i dotychczasowy system zarządzania uwagą rodziców nie działał tak sprawnie.

Na przykład odwożenie dzieci do przedszkola. Do tej pory korzystając z komunikacji miejskiej byłam w stanie raczej bezproblemowo zawieźć dwójkę do przedszkola (odbierał mąż). No ale przy trójce, z niemowlakiem w wózku, z przesiadką z autobusu do tramwaju – to było wyzwanie. A przedszkole to nie jedyne miejsce, gdzie trzeba dotrzeć. Wiadomo było, że od września będzie to też szkoła – nie w rejonie, to i dojechać trzeba. Pojawiła się konieczność nauczenia się prowadzenia samochodu i zakupienia drugiego pojazdu. Zwiększyły się wymagania finansowe, a co za tym idzie wypadałoby zmienić pracę na lepiej płatną, a wcześniej się przekwalifikować, pouczyć. No i jeszcze drobiazg – powrót do wagi sprzed ciąży – tzn. dużo ruchu plus uważność co i ile jem. No i z marzeń były jeszcze zakupy ze stylistką – kimś, kto poszerzy myślenie o moim wyglądzie, o tym, co mi pasuje, w czym dobrze wyglądam. Piszę o tym lekko, ale każda z tych rzeczy – wypowiedziana przeze mnie na głos w styczniu na spotkaniu przyjaciółek – tak naprawdę stała się moim postanowieniem. Czymś, do czego będę mocno dążyć, bo jeśli już mówię o czymś publicznie, to dla mnie jest to decyzja, że tak będzie.

Chciałoby się wielkich rzeczy, a tu rzeczywistość skrzeczy…

No może nie chciałam bardzo wielkich rzeczy, ale jednak chciałam w czasie mojego urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego czegoś więcej niż opieki nad dziećmi. Postrzegałam to jako czas, kiedy mam wynagrodzenie i mogę bez stresu zainwestować w rozwój siebie, co przełoży się też na funkcjonowanie całej rodziny. Wydawało się, że mam dużo czasu i ze wszystkim spokojnie zdążę, gdy starsze będą w przedszkolu, a niemowlak będzie spał, tudzież z czasem będę się wspomagać żłobkiem lub nianią. Oczywiście, w moim czasowym rozłożeniu celów, brałam pod uwagę to, że dzieci będą chore, ale rzeczywistość mnie przerosła. Przedszkolaki – a właściwie to najstarsza (ale wtedy w domu zostawały obie) – chorowała od grudnia do czerwca. Początkowe dwa tygodnie na miesiąc z czasem zamienił się w trzy. Choroba niby niegroźna – zatoki, katar – ale przewlekła, nielecząca się, schodząca na oskrzela. Mnóstwo badań diagnostycznych i brak wykrytej przyczyny. Czas mijał, a ja i moje postanowienia byliśmy „w lesie”.

Zmiana, która czyni zmianę

Czas był trudny, ale ja szukałam inspiracji, rozwiązań. Było mi trudno, ale świat przychodził do mnie z odżywczym tchnieniem i znów mi się chciało. Bardzo mnie inspirowała Kamila Rowińska – jej „Kobieta niezależna”, wywiady, newsy. A dzięki jej wyzwaniu w lipcu zaczęłam biegać codziennie minimum 15 minut. I tak mi zostało do dziś – po drodze wzięłam udział w moich pierwszych zawodach. Pomógł mi też internetowy kurs Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu „Zorganizuj się w 21 dni”. Jest tam mowa o różnych nawykach. Mnie wszystko zmienił jeden – zrobić jedną ważną rzecz na samym początku dnia (oczywiście wcześniej obowiązkowo śniadanie). Do tej pory był to czas robienia obiadu, bo dzieci i ja byliśmy w dobrej kondycji i mogłam się tym spokojnie zająć. Dzięki kursowi Oli zdałam sobie sprawę, że jest to świetny czas na naukę programowania. Dzieci jeszcze mało potrzebują mojej uwagi, ja też nieźle przyswajam wiedzę. I wow – postanowienia posuwały się do przodu.

Owoce

Był to trudny, ale i niezwykle owocny i pouczający rok. Jeszcze chyba nigdy w życiu nie byłam tak efektywna i jednocześnie dumna z siebie. Jeżdżę samochodem. Wróciłam do wagi sprzed ciąży, słyszę dużo komplementów, że dobrze wyglądam, że moje „wyczyny” codziennego biegania inspirują innych. Uczę się programować. I w ogóle dużo się u mnie zmieniło. A ja jestem z siebie naprawdę dumna.

Zaproszenie

Droga Czytelniczko Mojego Bloga, bardzo chciałabym, aby i Twoje życie było pełne wspaniałych owoców. Stąd mój pomysł na pisanie bloga. Chcę dzielić się z Tobą moimi inspiracjami, motywacjami i zaprosić do wspaniałej drogi realizowania pragnień, stawiania sobie wyzwań. Wchodzisz w to?