Postanowienia – skąd brać motywację

Jestem osobą, która jak sobie coś postanowi, to choć boli walczy o zwycięstwo. Wiadomo, że jak coś jest na „mojej liście”, to naprawdę się do tego przyłożę. Zastanawiałam się ostatnio, jakie moje cechy, zachowania sprawiają, że tak się dzieje. Wszak chodzi o to, żebyście i Wy też miały takie sukcesy. Poniżej próbuję zmierzyć się z tym tematem.

  1. Zasoby

Nie ma cudów, jeśli jesteś w złej kondycji – niewyspana, przepracowana, zmęczona, sfrustrowana, to nie masz paliwa, żeby powalczyć o coś nowego. W takiej sytuacji Twoim pierwszym postanowieniem powinno być zadbanie o siebie. Daj sobie prawo do snu, odpoczynku, śniadania o przyzwoitej porze, czytania dla przyjemności, nic nie robienia. Inaczej będziesz złą żoną, matką. Będziesz się łatwo irytowała, więcej krzyczała. A na pewno nie będziesz miała zasobów, żeby robić ambitne postanowienia.

Ja na przykład mam bzika na punkcie snu. Wszystko zaczęło się w liceum. Chodziłam do szkoły na 7.10. i rano musiałam wcześnie wstawać. Do tego dzieliłam pokój z braćmi i najlepiej mi się uczyło, gdy wszyscy spali, przez co kładłam się późno. Niedobór snu prowadził do chronicznego bólu głowy, kiedy czynności dzieliłam na takie, gdzie dało się jakoś żyć i takie, które pogarszały mój stan. Miałam też takie dni, kiedy głowa bolała mnie tak bardzo, że aż było mi niedobrze. Dziś już tak nie mam. Bo jak tylko czuję, że zaczyna mnie boleć głowa z powodu braku snu – odpuszczam wszystko, by jak najszybciej się położyć.

Nad śniadaniami od jakiegoś czasu pracuję. Po pierwsze w ogóle zaczęłam je jeść w niedługim czasie po wstaniu. A ostatnio dodatkowo postanowiłam, że w ramach pierwszego posiłku spożywam koktajle owocowo-warzywne. Nie korzystam tu z jakiś przepisów. Po prostu wrzucam do maszyny to co mam, pilnując, żeby był jakiś składnik dostarczający kwasów tłuszczowych. Daję awokado, pestki dyni, nasiona chia. Ponadto jak mam, to do kubka z którego jem, na wierz wrzucam wyhodowane przez siebie kiełki.

  1. Jedno na raz

Mam taką zasadę, że pracuję nad jedną dużą, nową rzeczą na raz. Wprowadzenie nowego postanowienia to wysiłek umysłowy, organizacyjny i muszę na to po prostu mieć przestrzeń. Moje ubiegłoroczne duże projekty, to nauka jazdy samochodem, kurs Zorganizuj się w 21 Dni, bieganie. Takie rzeczy to moje priorytety, pod które układam resztę moich zadań, sił, motywacji. Oczywiście dużym postanowieniom mogą towarzyszyć rzeczy drobne typu wyrabiam w sobie nawyk porannego mycia zębów. Zajmuje mi to 3 minuty i spokojnie zmieszczę go obok dwóch godzin jazdy samochodem. Podobnie nie jest problemem dołączyć coś nowego do obszarów, które weszły już w stan podtrzymywania – to znaczy dalej mi zależy, żeby były, ale już nie wymagają dużego wysiłku.

  1. Ogłoszenie światu

Ja bardzo ważę wypowiadane przez siebie deklaracje. Wolę komuś czegoś nie obiecywać a zrobić. Stąd jak już powiem na głos, napiszę – nadam słowu fizyczną postać, to bardzo staram się tego trzymać. Pomaga znalezienie wspierających ludzi. Ja jestem w takich środowiskach, gdzie ludzie też bardzo pracują nad sobą i tam mówienie, o swoich wyzwaniach natrafia na dobrą atmosferę. Tylko żeby nie było, nie robię postanowień dla innych. Zawsze muszę znaleźć ich wartość dla siebie, uczynić swoimi. Biorę odpowiedzialność za postanowienie, nawet jak jego propozycja przychodzi z zewnątrz. A to, że mówię o nim mojemu mężowi czy przyjaciółkom to jest dodatkowa motywacja, żeby wytrwać.

  1. Systematycznie

Bardzo fajnie sprawdza się systematyczne podchodzenie do postanowień. Stąd bardzo lubię mniejsze postanowienie, a codziennie. Świetnie to zadziałało w przypadku biegania. Zaczynałam od 15 minut, ale każdego dnia. Z czasem wiadomo było, że dziś – jak co dzień – trzeba zaplanować bieganie. Nie musiałam się zastanawiać, pamiętać – czy dziś jest ten dzień. Nie zadawałam pytań – a może odpuszczę, bo warunki nie sprzyjają. Ile dylematów mniej. Ile sił w ten sposób zaoszczędziłam.

  1. Nawyki

Kolejna rzecz, która działa, to wejście w nawyk. Takie postanowienia lubię najbardziej, bo praca z nimi jest tylko na początku, a później same się robią. Bo nawyk to coś takiego, co robimy, w ogóle o tym nie myśląc. Mało tego, nawet jakbyśmy chcieli zrobić daną rzecz inaczej, to z przyzwyczajenia robimy tak jak zawsze. Trudno jest nam pamiętać, że tym razem miało być inaczej. Tak było u mnie z modlitwą uwielbienia połączoną z pozytywnym nastawieniem na dany dzień. Wymyśliłam sobie, że będę to robić w tramwaju, jak jadę do pracy. I z czasem okazało się, że tramwaj dla mojego mózgu oznaczał uwielbienie. Stąd automatycznie w myślach pojawiały się słowa piosenek, którymi się modliłam, nawet jak tego nie planowałam.

  1. Kalendarz

W trwaniu i pamiętaniu o postanowieniach pomaga mi zaznaczanie, czy i co zrobiłam. Z jednej strony siadając do odfajkowywania, przypominam sobie, co mam jeszcze w planach. A z drugiej, jak mi dobrze idzie i mam pod rząd ileś perfekcyjnych dni, to pojawia się duma. I aż głupio odpuścić, bo tak dobrze mi idzie. W przypadku biegania, funkcje takiej tablicy do zaznaczania ma aplikacja Endomondo. Biorę komórkę i z nią biegam, a w kalendarzu same pojawiają się ikonki zaznaczające moją aktywność danego dnia. Niektórym pomagają też wykresy, Excele. Co kto lubi.

  1. Chwalenie się

Bardzo nienaturalna – zwłaszcza dla kobiet – jest umiejętność bycia dumną z siebie i chwalenia się. Przeszkadza nam poczucie, że należy być skromną. Uczymy tego już dzieci. Ostatnio moja córka przyniosła ze szkoły beznadziejne słowo – chwalipięta. Jest taka kultura ganienia dobrego mówienia o sobie. Jakby to był coś złego powiedzieć, że na coś się ciężko pracowało, że się ma sukcesy. Tymczasem duma, radość to taka nagroda, którą dajesz sama sobie. A jeśli dodatkowo będziesz o tym mówić na głos, to jest szansa, że spotkasz ludzi, którzy to docenią. Wiesz jakie to fajne, jeśli ktoś Cię pochwali, za to co TY SAMA uważasz za swoje zwycięstwo. Skąd ludzie mają wiedzieć, co jest dla Ciebie ważne, jeśli im o tym nie mówisz. Ja postanowiłam walczyć z fałszywą skromnością. I m.in. publikuje moje osiągnięcia biegowe na Facebooku.

  1. Postanowienie awaryjne

Nie wiem, czy słyszałyście o efekcie „a co mi tam. Pojawia się on w momencie, gdy nie udało się dotrzymać jakiegoś postanowienia. Myślisz sobie – poległam, dziś nie muszę się starać, mogę sobie pozwolić. Jeśli pracujesz nad tym, żeby nie jeść słodyczy, to zaczynasz się nimi objadać ponad miarę. Jesz więcej niż wtedy, gdy nie było postanowienia. No bo przecież i tak masz niezaliczony dzień. Stąd należy mieć postanowienie awaryjne. Nie jem słodyczy – ewentualnie mogę zjeść lody czekoladowe. Uczę się angielskiego godzinę dziennie, a przynajmniej 15 minut czytam książkę. Ja dzięki postanowieniu awaryjnemu w szpitalu po porodzie czytałam Harrego Pottera w oryginale. Nie było to uciążliwe, a równocześnie byłam dumna z siebie.

  1. Odpuszczanie

Czasem jest tak, że postanowienie jest „nieekologiczne”. Jego kontynuacja w ogóle czy też tylko w danym momencie, nie przystaje do sytuacji życiowej, nie przynosi korzyści. Wtedy szukam na co to mogę zamienić – może zamiast biegać, brzuszki w domu. Albo odkładam postanowienie na lepszy czas. Tak było, jak uczyłam się w domu na macierzyńskim. Okazało się, że starsze dzieci dużo chorowały i moje plany tygodniowe, miesięczne, były nie do zrealizowania. Stąd uznałam, że czas bycia z całą trójką dzieci w domu, to sytuacja wyjątkowa, kiedy nie realizuje mojego głównego postanowienia, ale wrócę do niego po chorobie dziewczynek. Dla mnie podjęcie takiej decyzji o odpuszczeniu zawsze jest bardzo trudne. Dużo siły i motywacji wkładam w trwanie w postanowieniu. Żeby się udało uruchamiam całą machinę, którą w jakiś sposób próbowałam powyżej opisać. To decyzja racjonalna, to postanowienie woli, ale i chemia organizmu. Stąd po spotkaniu z murem, gdzie decyduję się odpuścić, jest zjazd emocji. Nie jest to miłe doznanie. Ale z drugiej strony, czasem widzę, że trwanie dalej nie przynosi dobrych owoców.

Prośba

Mam nadzieję, że to, czym się tu z Tobą podzieliłam uznasz za przydatne. Jeśli tak jest, to dziel się tą wiedzą z innymi udostępniając na portalach społecznościowych, lajkując. Będzie mi też bardzo miło, jeśli napiszesz komentarz. Moim marzeniem jest, żeby z wokół marki MocMam zgromadzić kobiety, mamy, które się wzajemnie motywują, inspirują, wspierają. Wierzę, że mamy moc i możemy się nią ze sobą dzielić.