miś pluszowy w lesie

Zabawki z potencjałem

Dziś o tym, jakie zabawki lubię dawać moim dzieciom

Nijaki, jednorazowy plastik

Jak bym miała określić, jakie zabawki można głównie nabyć w sklepach – to staje mi przed oczami miękki, nijaki w interakcji plastik – nieciekawa faktura, nie wydaje wyrazistego dźwięku, gdy się nim uderza. A do tego zazwyczaj są one jednorazowe. Co przez to rozumiem? Są tak zaprojektowane, że służą do jakiejś konkretnej rzeczy, mają określoną ilość przycisków, przekładni. I jak się je wszystkie wyeksploruje, to nie ma co z nimi zrobić, bo do niczego innego się nie nadają. Przykłady: bączek -służy tylko do tego, żeby szybko „pompować” i podziwiać, jak się ładnie kręci, kalejdoskop – do oglądania kolorowych szkiełek w coraz to innym układzie, kasa sklepowa – może mieć przycisk do otwierana szuflady i na przykład skaner kodu, który wydaje dźwięki. Mało tego, te zabawki przeznaczone są do zabawy w taki, a nie inny sposób – często to rodzice muszą pokazać dostępne funkcje. A próby innego użytku mogą skończyć się zepsuciem. Bardzo nie lubię takich zabawek. Często po jednym dniu, wszystko o nich dziecku wiadomo. I nie zachęcają do sięgnięcia po nie kolejny raz. W naszej rodzinie, jak nieopatrznie wejdziemy w posiadanie takich zabawek, systematycznie pozbywamy się ich z domu – rozdajemy, wyrzucamy. Zajmują miejsce, a szanse, że przeżyją swoją drugą młodość są nikłe.

Nasze hity

Jako alternatywę bardzo lubię zabawki jednorazowe z założenia: zestawy kreatywne, książeczki z naklejkami, do malowania wodą, ciasto-plasto. Z natury są zrobione tak, że się zużywają, wyczerpują. Oraz takie, z które da się wykorzystać na wiele różnych sposobów. Ku mojemu zaskoczeniu klocki Lego Duplo były absolutnym hitem. Koniecznie z platformami-bazami do przypinania. Są tak dobrze zrobione, że roczne dziecko z łatwością może je rozpinać. Mają wyraziste kolory, uderzane o siebie ładnie stukają. A do tego mają ludziki, zwierzątka. Moje starsze córki – 4 i 6 lat do dziś się nimi bawią. Budują domy, gdzie zwierzątka, laleczki się odwiedzają, przeżywają przygody. Za każdym razem jest to inna zabawa, bo co innego można zbudować, inne postacie wybrać.

Hitem dla kilkunastomiesięcznych dzieci były też tekturowe książeczki z jednym małym opowiadaniem. Zawsze było ich kilka wystawionych pod ręką. Córki same wybierały i przynosiły je do czytania. Nie wiem, na ile było interesujące czytanie samo w sobie, a na ile interakcja z rodzicem. Bo dziecko samo sobie nie poczyta, stąd byłam bardziej skora, żeby akurat w tej „zabawie” wziąć udział. Zauważyłam też, że nie każdy rodzaj ilustracji jest tak samo lubiany przez dzieci. Ważna jest wyrazistość, kolory, możliwość odszukiwania znanych elementów.

Dom jedną wielką zabawką

A wiecie czym dzieci lubią się bawić najbardziej? Naszym domem, naszymi sprzętami. Stąd czasem kupujemy dzieciom np. prawdziwą, dorosłą latarkę, kiedyś kupiliśmy mini radyjko. Można też z tej perspektywy popatrzeć na szkody, które nam się wydaje, że dziecko czyni. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie wszystkie dzieci jako maluchy uwielbiały wyciągać chusteczki papierowe z takich dużych opakowań na stół. Natomiast dzieci w wieku przedszkolnym mają dziwną potrzebę robienia dziur w mydle podczas mycia rąk, co kończy się jego rozpadem. Zabawy takie prowadzą do destrukcji przedmiotów codziennego użytku i mogą irytować. Natomiast ja jakiś czas temu pomyślałam sobie, że jeśli popatrzę na to, jak na zabawki, to dziecko ma coś co mu sprawia frajdę, a niedużo kosztuje. Mydło 2 zł, chusteczki 3 zł. Ponadto zaakceptowałam miłość do chlapania się, przelewania wody w naczyniach kuchennych w zlewozmywaku. Dzieci przysuwają sobie stołeczek, ja odkręcam niewielki strumień wody, wybieram naczynia, na których używanie się zgadzam, a po zakończeniu zabawy zmywam mokre kałuże. Zajmująca zabawa, woda niedroga, no i nie potrzebuję dodatkowego miejsca na „zabawki”.

Zabawki niespodziewane

Kolejna grupa ciekawych zabawek, to pudła, torebki po prezentach, folie, papiery. Nigdy nie wiadomo, do czego dziecku się przydadzą. No a po skończonej zabawie można je po prostu wyrzucić. Stałą zabawką, która gości u nas w domu są też ryzy papieru – A4, A3, kolorowego. Trzymamy je w szufladach rodziców, skąd za pozwoleniem rodziców dzieci mogą sobie je wyciągać w potrzebnych ilościach. Mamy też pisaki rodziców – duży wielokolorowy zestaw, kredki rodziców – pastele z ogromną ilością pięknych kolorów. Tak naprawdę są to rzeczy przeznaczone do zabawy dla dzieci, ale za każdym razem, muszą o nie poprosić, przez co jest też większa dbałość o nie. Bo oprócz tego – każde dziecko ma swoją półkę, swoje zabawki, swoje pisaki. Nie ma czegoś takiego, jak rzeczy niczyje. Ktoś zawsze za nie odpowiada, o nie dba, wiadomo, gdzie je odstawić.

Mniej znaczy lepiej

Od jakiegoś czasu mamy też taką zasadę, że poza dniami szczególnymi – święta, urodziny… – raczej nie kupujemy zabawek. A jeśli już to drobiazgi za kilka złotych. I widzimy same korzyści takiego rozwiązania. Więcej miejsca w domu, więcej pieniędzy w portfelu. A dziecko i tak nie ogarnia zbyt dużej ilości zabawek.

Zresztą, jak się tak zastanawiam, do czego ma służyć zabawa, to przez nią dziecko nabywa umiejętności, które mu służą w rozwoju, w dostosowywaniu się do dorosłego życia. Stąd bardziej naturalne wydaje się posługiwanie przedmiotami, które są prawdziwe. Drewno, metal, papier, łyżeczka kuchenna, długopis, pilot od telewizora, trawa, patyk, listek. Choć oczywiście są też dobrze zrobione zabawki, które zajmą dziecko niejeden raz. Ale te kosztują więcej i może ich być spokojnie mniej.

A Wy jakie macie ulubione typy zabawek?